wtorek, 14 września 2010

Pierwsze wrażenie, 31 sierpnia 2010

Ciągle pada...
a przynajmniej takie było moje pierwsze wrażenie - przez pierwsze 3 dni codziennie wieczorem odbywała się uroczysta ulewa, co nie zmieniało oczywistego, jak mi się wtedy wydawało, faktu, że było gorąco.
30 stopni jak na pierwsze dni września to całkiem sporo, ale dzięki dużej wysokości nad poziomem morza (ok 900m, coś jak nasze Zakopane) oraz położeniu w głębi lądu, wilgotność tutaj jest dość niska, i o ile butelka wody jest nieodzownym towarzyszem każdego wyjścia z domu, to nie odczuwa się aż tak bardzo wysokiej temperatury.


Ale po kolei.
Na lotnisku czekała już grupa studentów z tutejszego ESN, żeby zapakować nas do wynajętego przez uczelnię autobusu i zawieźć na kampus - czyli obsługa podoba mi się od samego początku :)
Pierwszy przejazd przez miasto i od razu kilka spostrzeżeń
- ulice nie są dziurawe!
- pomimo tego, że główne arterie miasta są naprawdę szerokie i pomimo obwodnicy ruch w Ankarze jest bardzo duży, a korki właściwie wszędzie to norma
- sam ruch uliczny to prawo dżungli - pasy na jezdni nie są namalowane, więc ilość samochodów mogących się zmieścić koło siebie na ulicy jest umowna, niby są 3 pasy, ale jak jest wystarczająco dużo miejsca, to mogą być i 4, klakson jest zdecydowanie nadużywany, ale nie aż tak jak się spodziewałem
- na części skrzyżowań są liczniki odmierzające czas to zmiany świateł tak dla samochodów jak i dla pieszych (!)
- krawężniki mają średnio przynajmniej 30cm wysokości, dzięki czemu samochody nie tarasują chodników, ale za to jest to mało wygodne dla pieszych przy ciągłym wchodzeniu/schodzeniu
- hmm, na razie tyle spostrzeżeń, reszta będzie później ;)


No więc zajeżdżamy na kampus, a tam w International Office już wszyscy na naszą 10 osobową grupkę czekają z małym poczęstunkiem i kiedy my gasimy pragnienie oni załatwiają wszelkie formalności, kserują paszporty o rozdają miejscowe legitymacje studenckie i generalnie wszystko się samo robi - rewelacja.


Na zakończenie, jako że przez pierwsze kilka dni zatrzymałem się u Turka pochodzenia Gruzińskiego, który jest znajomym Albańczyka który był w tym roku na PEACE'ie zostałem zaprowadzony do uczelnianego autobusu który co godzinę odjeżdża z kampusu do centrum. Wszystko oczywiście za free


Lodzio miodzio panowie, lodzio miodzio

1 komentarz: